Trzeba to powiedzieć jasno: mam swoich ulubionych uczniów, jak i tych „mniej lubianych”. Próbowałam znaleźć lepsze sformułowanie niż „mniej lubiany”, ale nie natknęłam się na żadne, które opisywałoby moje odczucia, a jednocześnie nie naruszałoby granicy kultury słowa.

Nie chodzi też o to, że ich nie lubię. Co to, to nie! Wszystkie moje negatywne odczucia przekierowuję na bezsensowną biurokrację i ogrom papierkowej roboty. Niech więc po prostu zostaną oni tymi mniej ulubionymi. Kocham to co robię i lubię wszystkich moich uczniów. Są jednak wśród nich ci bardziej ulubieni, jak i ci ulubieni nieco mniej.

Podział ten (o ile tak to można nazwać) jest całkowicie subiektywny i właściwie nikomu nie potrzebny, ale każdy pedagog któremu leży na sercu edukacja, obserwuje swoich uczniów i świadomie kształtuje swoje relacje z nimi. Mogę przyznać, że w związku z powyższym prędzej złapano by mnie na kradzieży cukierków w sklepie, niż traktowaniu uczniów w różny sposób w zależności od statutu „bycia ulubionym”.

Co sprawia, że uczeń staje się naszym ulubieńcem? Zazwyczaj niewiele. Może to być każdy uczeń, który jest bardzo miły i sympatyczny, okazuje szacunek nauczycielowi. Uśmiecha się, i to nie dlatego że chce przedłużyć termin na napisanie pracy. Interesuje się tym co mówisz (lub przynajmniej udaje). Pracuje na lekcji, jest chętny do wykonywania prac na rzecz klasy – tacy uczniowie najczęściej pojawiają się na naszej liście ulubionych.

Otrzymanie statutu mniej ulubionego to sprawa bardziej skomplikowana. Bywa, że ktoś z racji jakiegoś incydentu zajdzie nam za skórę czy po prostu darzy nas mniejszą sympatią i nieszczególnie stara się to ukryć w kontaktach z nauczycielem. Do tej grupy należy często cała masa „przeszkadzaczy”, którzy nie przejawiają głębokiego zainteresowania twoim przedmiotem i dają ci to odczuć.

Jak wobec tego radzić sobie ze wszystkimi uczniami w jednej grupie?Jedną z metod jest kamuflaż. Wymaga to niewątpliwie talentu aktorskiego, ale przecież każdy dobry nauczyciel jest po trosze aktorem. Każde dziecko, rzecz jasna, musi być traktowane tak samo i nie możemy wobec żadnego z nich kierować się naszymi subiektywnymi odczuciami. Gdy nawet ten mniej ulubiony ma urodziny, traktowany jest w taki sam sposób, otrzymuje taką samą urodzinową kartkę i czekoladki, jak każdy inny uczeń.

To  prowadzi do popularnej strategii „udawaj, aż stanie się to prawdą”. I o dziwo, to działa! To właśnie od tych mniej ulubionych nauczyłam się najwięcej jako nauczyciel. Jeden uczeń z ostatniej klasy szkoły podstawowej patrzył na mnie tak, jakbym conajmniej zabroniła mu grać na konsoli przez pół roku. Od niego właśnie nauczyłam się sztuki dbania o to, co myślą o mnie uczniowie. Uczeń to ważna osoba i nie można traktować go tak, jakby był „tylko uczniem”, dodatkiem do nas samych, bez poszanowania jego odczuć względem nas samych.

Najbardziej znaczący jest moment, gdy zauważasz że uczeń który do tej pory znajdował się na liście mniej ulubionych staje się nagle twoim ulubieńcem. Któregoś roku miałam w klasie dziewczynkę, która była mistrzynią gry „Rozwal lekcję najlepiej jak potrafisz”. Któregoś dnia to się nagle zmieniło. Nigdy nie odpowiedziałam na jej zaczepki, niewybredne komentarze czy prowokacyjne zachowanie w sposób, w który chciała bym zareagowała. Użyłam strategii („udawaj, aż stanie się to prawdą”) i nie zawiodła mnie. Podczas przerw lub po lekcjach, kiedy witałam się z nią, zawsze towarzyszył mi szczery uśmiech. Po pewnym czasie zdecydowała, że widocznie nie jestem taka zła i teraz pracujemy razem nad budowaniem w niej poczucia pewności siebie i nad jej strachem przed okazaniem jakiejkolwiek słabości.

Tak naprawdę to my sami jako pedagodzy powinniśmy dbać o to, by nasi wszyscy uczniowie, bez wyjątków, byli naszymi ulubieńcami. To od nas głównie zależy czy uczeń nas polubi czy nie – od tego bowiem zaczyna się każda relacja. Zadałam sobie trud przeczytania wpisów na forum, gdzie uczniowie wypowiadają się jakich nauczycieli nie lubią i dlaczego. Oto niektóre fragmenty wypowiedzi: „(…) bo krzyczy, bo jest drętwy, bo źle tłumaczy, bo jest wredna, bo mnie wkurza, bo za byle co wstawia minusy i jedynki, bo nie słucha jak chcę się wytłumaczyć”. Ale to na szczęście tylko jedna część. Szanują nas

natomiast i lubią dlatego, że: „(…) jest miła, bo jest wymagający, sprawiedliwy, ma poczucie humoru i prowadzi lekcję tak, że wszyscy zapamiętują, zależy mu na nas” – jak widać niewiele trzeba, by uczniowie nas polubili. To ważne, bo powszechnie wiadomo, że dzieci nie uczą się od tych, których nie lubią 

Każdy kij ma dwa końce. Jeśli uczeń zdecyduje się obdarzyć nas sympatią, to nie będzie miał większych powodów by nam przeszkadzać, źle się zachowywać itp, a wówczas ma większy potencjał, by być naszym ukochanym uczniem. Dbajmy zatem o swoją listę ulubieńców. Niech będzie ona jak najdłuższa, bo przecież dobry pedagog to taki, który wykonuje swoją pracę z zapałem i kocha swoich uczniów. Czyż nie?