Zegar wskazuje 19. Już po kolacji. Teraz czas na ulubioną bajkę na dobranoc, po której mój czteroletni syn grzecznie wskakuje pod kołdrę z Zygzakiem Mcqueen’em. Zanim jednak zaśnie, każdego wieczora odbywam z nim krótką rozmowę. Leżę obok niego i gładząc go po głowie zadaję mu trzy proste pytania:

– Co dziś wywołało uśmiech na twojej twarzy?

– Czy wydarzyło się coś, co sprawiło Ci smutek?

– Czego się dziś nauczyłeś?

Dzięki tym trzem pytaniom mój mały synek otwiera się przed mną i zaczyna śmiać się, przypominając sobie wszystkie radosne chwile, które towarzyszyły mu tego dnia. Staje się zdecydowanie poważniejszy, opowiadając o czymś, co sprawiło mu smutek. Z kolei oczy błyszczą mu dumnie, gdy wspomina o tym, czego się dziś nauczył.

Ta prosta, szczera rozmowa spełnia kilka ważnych zadań:

Po pierwsze: Uczy dziecko komunikowania się.

Nasz synek dopiero zaczyna uczestniczyć w rodzinnym rozmowach. Jest bacznym obserwatorem, który przysłuchuje się nam, dlatego oboje staramy się dostarczać mu dobrych wzorców. Dzielenie się, to sprawa zupełnie naturalna w naszej rodzinie. Pragnę, by nasze dzieci czuły się komfortowo przychodząc do nas później, gdy dorosną, gdy podejmą jakieś wyzwanie, gdy będą potrzebowały wsparcia, lub po prostu wtedy, gdy będą chciały podzielić się swoim sukcesem. To nie dzieje się tak po prostu. Należy uczyć dzieci, gdy są jeszcze małe, że dzielenie się w rodzinie jest dobre, ponieważ buduje poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Dobra komunikacja jest podstawą uczenia dzieci samooceny i rozwiązywania problemów. Zdaję sobie sprawę, że gdy dzieci dorastają, przestajemy w znacznym stopniu bezpośrednio wpływać na ich postępowanie. Kiedy dorośli tracą zdolność bezpośredniego kontrolowania najbliższego otoczenia dzieci, wówczas otwarty, uczciwy dialog staje się najefektywniejszą i często jedyną metodą wychowawczą.

Po drugie: Pokazuje mi, jako matce, jak moje dziecko widzi świat. 

Czasami mój synek przytulając się do mnie porusza problemy, których istnienia nigdy bym się nie domyśliła. Opowiada o tym, jak się zachował, czy też jak się czuł w danej sytuacji. Świat widziany jego oczami wygląda zupełnie inaczej, niż ten z perspektywy dorosłego. Rozmowa ta pomaga mi, jako rodzicowi zobaczyć rzeczy takimi, jakimi on je widzi, poznać go lepiej, dzielić z nim momenty, w których tak naprawdę nie byłam obecna. To także podpowiedź dla mnie i mojego męża, czy to co robimy, mówimy nie zostało przez niego inaczej zinterpretowane.

I po trzecie: To doskonały sposób, by pielęgnować w dziecku naturalną potrzebę poznawania.

Krótka refleksja nad tym, czego nauczył się mój syn daje mi możliwość dostarczenia mu pozytywnych wzmocnień: „Świetnie, dałeś radę! Zobacz, potrafisz! Brawo, tak dalej! To niezwykle dla mnie ważne, aby nauczyć go, że nawet negatywne doświadczenia, choćby to co sprawiło, że chciało mu się płakać, nie muszą się kończyć źle. Błędy są czymś normalnym, a to czego uczymy się popełniając je, może okazać się dla nas bardzo wartościowe.

I tak na koniec powiem tylko, że te nasze rozmowy przed snem to coś, co oboje kochamy, co wiąże się ze śmiechem, przytulaniem i co zbliża was do siebie każdego wieczora.

Którejś nocy mój syn po tym jak odpowiedział na moje pytania popatrzył na mnie i  odgarniając kosmyk moich włosów powiedział poważnie: „Teraz twoja kolej mamusiu. Co sprawiło ci dzisiaj radość?” – w tym momencie łzy napłynęły mi do oczu. A zatem to działa w obie strony!

Jeśli do tej pory nie miałeś podobnego zwyczaju, serdecznie polecam, aby włączyć czas wieczornych pytań do przygotowań przed snem. Wieczorna rozmowa z moimi dziećmi jest jednym z ulubionych momentów dnia. Dostarcza mi wzruszeń, zapewnia chwile bliskości z dziećmi w tym zabieganym świecie i pozwala moim synkom zasnąć szczęśliwie i spokojnie.