Połowa maja za pasem. Test szóstoklasisty i egzaminy gimnazjalne już za nami, a matury powoli dobiegają końca. Jak o tej porze wygląda przeciętny nauczyciel? Zmęczony, przepracowany, czekający z utęsknieniem na zasłużony odpoczynek i … odliczający dni do wakacji. Ciepłe promienie słońca przypominają, że lato już blisko. Uczniowie coraz mniej skupieni, bardziej rozgadani. Wizja wypełniania arkuszy i świadectw skutecznie podnosi ciśnienie. Co zrobić, by w całym tym chaosie ostatnich tygodni szkoły, w gorącym oczekiwaniu na wakacje nie zwariować, ale wykorzystać ten czas jak najlepiej?

Jedno jest pewne. Tempo pracy na lekcjach uległo wiosenno-letniemu zwolnieniu. Zatrzymaj się i ty na moment, rozejrzyj się, by zobaczyć dziecko, które boi się nadchodzącego testu. Zauważ nastolatka, który wciąż popełnia ten sam błąd i potrzebuje twojej pomocy, by to wreszcie zrozumieć. Odłóż na chwilę ocenianie, rozkłady materiału i całą tę papierkową robotę i znajdź chwile na sprawy, które są naprawdę ważne.

A co jest naprawdę ważne?

Za kilka tygodni, kiedy będziesz smażyć się na plaży, jakie uczucie będzie ci towarzyszyć? Poczucie, że zrobiłeś swoje, zamknąłeś kolejny rok i tyle? Czy może  będzie  to przemiła satysfakcja dobrze  zrealizowanych edukacyjnych wyzwań?

Jak wiele udało ci się w ciągu tego roku zrobić? Czego się nauczyłeś? Do jak wielu uczniów udało ci się dotrzeć? Jeśli nadal masz problem, by szczerze odpowiedzieć na te pytania, to powinieneś pewne sprawy przemyśleć.

Ostatnie tygodnie szkoły to niekoniecznie zmarnowany czas. Prawda jest taka, że wiele zależy od nas i naszego podejścia, gdyż ten okres może być najbardziej wartościowym czasem. Jest jedna rzecz, której nie znoszę. Wraz z końcem maja wzrasta ciśnienie wielu rodzicom (niekoniecznie dzieciom!) i włącza im się parcie na świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Zaczynają się krucjaty do nauczycieli. Jęczą, męczą, przedkładając wynik średniej nad rzeczywisty stan wiedzy dziecka. „Niech pani da szansę, niech on coś zrobi, bo przecież taki zdolny, tylko trochę leniwy.” Kto z nas tego nie doświadczył? Dobry nauczyciel, który zna dzieci, któremu na nich zależy, doskonale wie jaką ocenę wystawić tak, by nie była ona krzywdząca i motywowała do dalszej pracy. Szkoda tylko, że często rodzice tak tego nie widzą i nie potrafią zrozumieć… „dlaczego ten nauczyciel tak się uwziął!”.

Wiadomo, że jesteś zmęczony i nikt nie będzie cię obwiniał gdy spuścisz głowę i po prostu będziesz starał się przetrwać. Ale czy nie zależy ci na czymś więcej? Osobiście uwielbiam ostatnie tygodnie roku szkolnego. Więcej jest czasu na spacery, zajęcia w plenerze i rozmowy z uczniami. Można rozluźnić atmosferę i porozmawiać z nimi, ot tak, po prostu. To się udaje, gdy tylko zdejmiemy uniform sztywnego belfra, siądziemy obok i otworzymy się na nich. Wtedy nie ma Antka, który ma problemy z poprawnym akcentowaniem wyrazów, Kasi która notorycznie kombinuje i unika prac klasowych, czy Tomka który ściąga na testach. Ważne by spojrzeć na nich, po prostu na nich, a nie jak na uczniów przez pryzmat naszego przedmiotu. Te osoby, z którymi miałeś codzienny kontakt przez ostanie dziewięć miesięcy, dwa, trzy lata mogą cię już więcej nie spotkać. Może nie będziesz już mieć kolejnej szansy na to, by ich zainspirować, wysłuchać, pocieszyć.

Ostatnie tygodnie roku szkolnego to Twój czas. Weź głęboki oddech, znajdź w sobie siłę i spraw by ten czas się liczył. Lato nadejdzie i to bardzo szybko. A Ty nie licz dni do urlopu, nie pozwól by odliczanie przesłoniło ci to, co ważne.

Przestań odliczać dni, ale spraw, by te dni się liczyły.

Każdy jeden.

Zacznij od dziś.