Nadeszła długo oczekiwana wiosna. W szkołach w całej Polsce rozpoczyna się bardzo gorący i nerwowy okres. Nie tylko ze względu na rozpoczynające się egzaminy, rekrutację,   ale przede wszystkim ze względu na wzmożony wysiłek planistyczny. Dyrektorzy do końca kwietnia muszą przygotować arkusze organizacyjne, w efekcie czego okaże się, kto z nauczycieli może stracić kilka godzin, a komu grozi pożegnanie ze szkołą.

Jakiś czas temu odwiedziłam moje rodzinne strony. Takiemu pobytowi zawsze towarzyszy wiele emocji i wzruszeń. Wiadomo, spotykasz starych znajomych, dowiadujesz się, że jedna koleżanka urodziła dziecko, kolega ożenił się, ktoś tam wyjechał za granicę, a ktoś inny …. nie ma pracy.

Małe, niespełna piętnasto tysięczne miasteczko. Prężnie działa tu kilka szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Są to placówki, którym nie brak osiągnięć dydaktycznych i wychowawczych. Szkoły funkcjonują dobrze, niestety dla nauczycieli brakuje pracy. Jedno ale. Nie dla wszystkich. Dokładnie rzecz ujmując, pracy brakuje dla młodych nauczycieli. Dlaczego? Dlatego, że etaty zajmują emeryci…

W tym „lokalnym kolorycie” jedna z moich koleżanek, swoją drogą świetna polonistka, nie ma szans na podjęcie pracy. Nie ona jedna. Kredyt na głowie, dwoje małych dzieci… Dyrektorzy szkół rozkładają ręce, bo „nie ma etatu”. Oczywiście, że nie ma etatu dla młodych nauczycieli bo pan/pani dyrektor zatrudnia emerytów! Co więcej, ma do tego pełne prawo: zatrudnia przecież osobę kompetentną, z bogatym doświadczeniem i przy okazji być może odpada płacenie niektórych składek za pracownika. Niestety, obecnie o zatrudnieniu nauczycieli decyduje wyłącznie dyrektor szkoły i organ prowadzący szkołę. Jeszcze kilka lat temu arkusze organizacyjne szkół zatwierdzał dodatkowo kurator oświaty. Dziś są to wyłącznie kompetencje samorządu.

Osobiście nie mam nic przeciwko emerytowanym nauczycielom. To już nie stereotypowy belfer, zmęczony życiem i dzieciakami, który za wszelką ceną chce sobie dorobić. Znam wielu nauczycieli z nabytym prawem do emerytury i muszę powiedzieć, że są to osoby nadal bardzo energiczne, pełne zapału do pracy. Gubią się częstokroć w elektronicznych udoskonaleniach systemu, wolniej obsługują e-dziennik i programy komputerowe, ale wykonują swą pracę rzetelnie, najlepiej jak potrafią. Niezaprzeczalnie, emerytowany nauczyciel to osoba z wielkim doświadczeniem, która doskonale zna szkołę, stanowi wsparcie dla dyrektora i innych pedagogów. Ale powiedzmy sobie szczerze, odejście takiej osoby nie spowoduje zawalenia się szkoły, choć niewątpliwie pozostawi  pustkę po dobrym pracowniku, koleżance, wychowawcy. Ale nie ma ludzi niezastąpionych. Młodzi nauczyciele z całą pewnością sobie poradzą.

Powszechnie wiadomo, że sytuacja na oświatowym rynku pracy jest trudna. Ale co mają powiedzieć młodzi ludzie, którzy dzięki tym emerytom obsadzonym na etatach nie mogą zarabiać, utrzymywać rodzin? A taki emeryt – nauczyciel z odzysku pobiera i emeryturę i pensję. Jak młodzi mają nabywać doświadczenie zawodowe? Kiedy będzie im dana szansa, by na tę emeryturę zasłużyć? Młodzi nauczyciele chcą pracować, tak samo jak ci emeryci, kiedy byli młodzi.

To przykre, że nie ma żadnej siły regulującej zatrudnienie emerytów w szkołach. Być może  dobrym rozwiązaniem byłby zakaz zatrudniana na etaty nauczycieli na emeryturze. Ciekawa jestem, ile wolnych etatów znalazłoby się, gdyby tak w jednej chwili dyrektorzy zostali pozbawieni możliwości zatrudniania emerytowanych kolegów i koleżanek. Albo w drugą stronę: gdyby praca w pełnym wymiarze godzin, czyli powrót na klasyczny etat, wiązałaby się z rezygnacją ze świadczenia emerytalnego – to również ostudziłoby zapał emerytów do pracy. Sytuacja emerytów nie jest kolorowa, a emerytura nauczycielska to niewiele ponad 1200 złotych. Nie mniej jednak, zawsze jest to pewne świadczenie, a dorobić można zawsze, jeśli emeryt ma na to siłę i ochotę.

Zatrudnianie w szkole emerytów to nadużycie w stosunku do zwalnianych nauczycieli, zwłaszcza młodych. Nie daje się im szansy, a później popada w zdziwienie, że maleje w kraju liczba dzieci i to drastycznie, a młodzi uciekają za granicę. Wydaje mi  się, że trzon kadry nauczycielskiej powinni stanowić ludzie czynni zawodowo, a nie ci, którzy już swoje w życiu zrobili.