Zapanowała jakaś dziwna moda na chwalenie się świadectwem dziecka na portalach społecznościowych. Po zakończeniu roku można było obserwować jak dumni rodzice chwalą się wynikami swoich pociech. Trend dotyczy głównie rodziców uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych. Na późniejszym etapie edukacji mało który rodzic wpada na tak genialny pomysł. Pomijam zasadność wrzucania w sieć wyników dziecka – to każdego osobista decyzja. Co jedno świadectwo, to lepsze wyniki. Rankingi przechwałek rozciągają się od skromnej średniej ocen 4,75 do … 5,79 czy też 5,94!

Zastanawiam się, jaka jest ranga oceny celującej w dzisiejszej szkolnej rzeczywistości, skoro zdobycie jej niekoniecznie wymaga wiedzy i umiejętności wykraczających poza treści ujęte w podstawie programowej. Jak interpretować wyniki ucznia, który kończy szkołę gimnazjalną ze średnią 5,85? Czy mamy do czynienia z osobą wybitnie zdolną, laureatem konkursów, olimpiad, czy jest to osoba, która po prostu wyróżniała się na tle  klasy i została za to nagrodzona?

W starym i już nieobowiązującym zarządzeniu nr 29 Ministra Edukacji Narodowej z dnia 24 września 1992 r. w sprawie zasad oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów  w szkołach publicznych dla dzieci i młodzieży oraz przeprowadzania egzaminów sprawdzających i klasyfikacyjnych (Dz. Urz. MEN z dnia 15 listopada 1992 r.) stopień celujący otrzymuje uczeń, który:

  • posiadł wiedzę i umiejętności znacznie wykraczające poza program nauczania przedmiotu w danej klasie, samodzielnie i twórczo rozwija własne uzdolnienia
  • (oraz) biegle posługuje się zdobytymi wiadomościami w rozwiązywaniu problemów teoretycznych lub praktycznych programu nauczania danej klasy, proponuje rozwiązania nietypowe, rozwiązuje także zadania wykraczające poza program nauczania tej klasy
  • (lub) osiąga sukcesy w konkursach i olimpiadach przedmiotowych, zawodach sportowych i innych, kwalifikując się do finałów na szczeblu wojewódzkim (regionalnym) albo krajowym lub posiada inne porównywalne osiągnięcia.

Aktualnie ustalenie wymagań na ocenę celującą należy do nauczyciela, ale muszą być one zgodne z prawem. Nauczyciel może oczekiwać od ucznia spełnienia wymagań wynikających z realizowanego przez niego programu, ale także wiedzy wykraczającej poza ten program, jeżeli uczeń wykazuje zainteresowanie poszerzaniem wiedzy i wówczas można go za to nagrodzić dodatkowo, ale nie może być tak, że wiedza wykraczająca poza program to element konieczny do uzyskania oceny celującej.

Rażą mnie te niejednolite kryteria wystawiania oceny celującej, bo jak dla mnie średnia   około 5,90 jest mało wiarygodna. Dawniej ocena celująca (oczywiście nie w stu procentach) była jasnym sygnałem, że uczeń ma widoczne uzdolnienia z danego przedmiotu, że osiągnął sukces w danej dziedzinie, do czego nie doszedłby bez dodatkowej pracy, rozleglejszej wiedzy itd.

Tymczasem dzisiejsza szóstka to w dużej mierze sprawa indywidualnych uregulowań w danej szkole. Tak naprawdę szczegółowe warunki i sposób oceniania wewnątrzszkolnego określa statut szkoły, a ocenianie wewnątrzszkolne obejmuje między innymi formułowanie przez nauczycieli wymagań edukacyjnych niezbędnych do otrzymania przez ucznia poszczególnych ocen śródrocznych i rocznych.

Czyli szóstka szóstce nierówna? Niestety tak. Ideałem byłaby ocena opisowa wskazująca mocne strony ucznia, jak i te elementy które wymagają jeszcze pracy. Ten typ oceniania ma mnóstwo plusów i jeden, jak dla mnie, przeważający minus – jest nieporównywalna. Dlatego ocena w postaci cyfry jest umownym miernikiem wiedzy dziecka. Szóstkę może więc mieć uczeń wybitnie zdolny, laureat konkursu czy olimpiady, jak i uczeń wykazujący zainteresowanie poszerzaniem wiedzy, wykonujący różne aktywności dodatkowe ustalone przez nauczyciela.

Ciężko mi niestety odciąć się od tych „starych” szóstek i nie przeszkadza mi to do momentu gdy te mniej i bardziej zasłużone celujące biorą udział w starciu o przyjęcie do szkoły ponadgimnazjalnej.

Poza tym, mimo że jestem pedagogiem, a może właśnie dlatego że nim jestem (i znam to wszystko od drugiej strony) dostaję gęsiej skórki na myśl o uczeniu się dla ocen. Odrażająca jest ta cała rodzicielska żebranina (zdarzają się równiej jawne formy nacisku) o wyższą ocenę. Ważne, by uczeń miał wiedzę i umiejętności, a ocena była adekwatna i zasłużona. Nawet jeśli jego świadectwo nie jest ozdobione od góry do dołu ocenami celująco-bardzo dobrymi to to, co ma w głowie wypłynie prędzej czy później. Dużo gorzej, gdy oceny celujące są rozdawane bez większego wysiłku umysłowego ucznia, gdyż z doświadczenia wiem, że wówczas wyrządzają więcej krzywdy niż pożytku. Te celujące na wyrost szybko weryfikuje kolejny etap edukacji, a posiadający je uczniowie stają się  ofiarami własnych szóstek, bo nie są w stanie sprostać wymaganiom nowej rzeczywistości, gdzie o szóstkę, ba czwórkę już nie jest tak łatwo.

Wiele zależy od nas – pedagogów. Bądźmy uczciwi i mądrzy przy wystawianiu ocen, pamiętając o tym by ucznia odpowiednio motywować, ale też by go nie krzywdzić.