Większość z nas zjadła zęby na nauczaniu. Można śmiało powiedzieć, że nasze życie kręci się wokół szkoły: droga do szkoły, ze szkoły, niekończące się rozmowy o tym, co się dzieje w szkole. Jak wielu waszych rodziców było nauczycielami? Jak wielu z was bawiło się w szkołę, zakładając dzienniki, sprawdzając sprawdziany i wystawiając oceny?

Nasze historie jako pedagogów są często bardzo podobne. Któż z nas nie celebrował sukcesów swoich uczniów, czy też nie wspierał ich po poniesionej porażce? Rozpiera nas duma, gdy uczeń pełen zapału do nauki, robi postępy i osiąga sukcesy, nieco gorzej natomiast, gdy rezygnuje, nie uczy się. Wiemy doskonale, jakie mogą być tego przyczyny: zła sytuacja w domu, opuszczanie zajęć, złe wpływy rówieśników, brak motywacji, sukcesów, perspektyw, czy też brak osoby, która w niego wierzy.

Niestety, stosunkowo rzadko porusza się kwestię wagi związków międzyludzkich, najprościej mówiąc relacji między uczniem a nauczycielem. Nie ma co liczyć na naukę, bez silnego związku, gdyż nauka polega w dużej mierze na zrozumieniu relacji.

Na każdego z nas miał wpływ jakiś nauczyciel lub inny dorosły. Na co dzień otaczają mnie różni nauczyciele, lepsi i gorsi. Ci, którzy otaczają troską każdego ucznia, jak i tacy, którzy opuszczają szkołę po zakończonych zajęciach. Tyle tylko, że szkoła to nie odbyte jednostki lekcyjne. To przede wszystkim uczniowie. Dobry pedagog to taki, który dba o dobre relacje ze swoimi uczniami: bo ich lubi i szanuje. Wielu pedagogów twierdzi, że nie płacą nam za lubienie uczniów, ale za uczenie. Sprawa jest prosta: nauczyciel przekazuje wiedzę, a dzieci mają się tego nauczyć i tyle.

Warto jednak pamiętać o tym, że dzieci nie uczą się od ludzi, których nie lubią. Może dlatego właśnie powinniśmy w pierwszej kolejności popracować nad budowaniem relacji, skupić się na kilku prostych rzeczach, starać się najpierw zrozumieć, potem być zrozumiałym.

Rita Pierson znana amerykańska nauczycielka z 40-letnim stażem opowiada o tym, jak przydzielono jej klasę na tak niskim poziomie, z tak wielkimi zaległościami, że chciało jej się płakać. Głowiła się, jak w dziesięć miesięcy nadgonić zaległości. To było niezmiernie trudne. Jak podnieść samoocenę dzieci i ich osiągnięcia w nauce w tym samym czasie? Wpadła na genialny pomysł. Powiedziała im:

– Zostaliście wybrani, by być w mojej klasie, dlatego że ja jestem najlepszą nauczycielką, a wy najlepszymi uczniami. Zebrano nas tu, byśmy pokazali, jak się to robi.

Jeden z uczniów zapytał zdziwiony:

– Naprawdę?

– Tak- odpowiedziała – musimy pokazać innym klasom jak się uczyć.

Rita dała im do zrozumienia, że są ważni. W ich głowach zasiała przekonanie: „Jestem silny. Zasługuję na dobrą edukację. Mam wiele do zrobienia”.

Na teście zadała im 20 pytań. Uczeń błędnie odpowiedział na 18 pytań. Dała mu 2+i narysowała duży uśmiech. Uczeń na to:

– Czy to jest dwójka?

– Tak – odpowiedziała.

– To dlaczego narysowała Pani uśmiech?

– Bo nieźle ci idzie. Znałeś dwie odpowiedzi. A jak powtórzysz materiał, pójdzie ci dużo lepiej.

– Zgadza się. Stać mnie na to!. – krzyknął zadowolony.

Minus 18 załamuje świat, ale plus 2 mówi „Nie jest ze mną tak źle”. Kobieta ta weszła z uczniami w osobistą relację. Wychodząc poza schemat „bycia nauczycielem” nawiązała kontakt z uczniami, pokazując im, że w nich wierzy. Sprawiła, że wielu z nich poczuło się kimś, gdy byli przekonani, że tak nie jest.

Zostawić po sobie dziedzictwo relacji, która nigdy nie zaginie…

Czy stać nas na więcej takich relacji?

Absolutnie TAK!.

Chociaż nie da się lubić wszystkich uczniów, oni nie mogą tego wiedzieć. Tu chodzi o relację. Zatem nauczyciele muszą być świetnymi aktorami. Przychodzić do pracy, mimo że im się nie chce, słuchać wytycznych nie mających sensu i mimo wszystko uczyć. Uczymy mimo wszystko, bo od tego właśnie jesteśmy. Nauczanie i uczenie powinno sprawiać radość, dlatego powinniśmy dbać o dobre relacje z naszymi uczniami.

Jak potężny byłby świat, gdyby nasze dzieci nie bały się podejmować ryzyka, nie bały się myśleć, miały swego mistrza? Każde dziecko na niego zasługuje. Na dorosłego, który zawsze będzie w nie wierzyć, który rozumie potęgę dobrych relacji i będzie nalegać, żeby dać z siebie wszystko.

To potwornie ciężka praca, ale nie jest niemożliwa.

My nauczyciele możemy to zrobić.

na podstawie wystąpienia Rity Pierson „Every child needs a champion”

  • ewa

    Dzieci lubią szkołę – jeśli lubią nauczycieli; lubią przedmiot – jeśli lubią nauczyciela z tego przedmiotu…

  • Roman Cupryś

    Ja kiedyś zrobiłem taki test.
    Poprosiłem córkę aby narysowała tabelkę z trzema kolumnami. W wierszach napisała swoje przedmioty (pierwsza kolumna). W drugiej kolumnie napisała czy lubi nauczyciela danego przedmiotu („+” lubi, „-” nie lubi, „0” stosunek jest obojętny). W trzeciej kolumnie podała jakie ma oceny z poszczególnych przedmiotów.
    Można się domyślić wyników tego testu. Zresztą proszę spróbować zrobić go z dzieckiem, o ile ma się uczące się dzieci.

Next Post